Zostaliśmy wciągnięci w polityczną grę [wywiad]

Dodane przez Wojciech Komarzyński dnia 22 listopada 2013 o godzinie 00:26

logo_panoramaO kompromisie ?śmieciowym?, nowych stawkach tzw. ?podatku śmieciowego? na 2014 rok i problemach z jego uchwalaniem rozmawiamy z radnym Wojciechem Komarzyńskim ? jednym z wnioskodawców uchwały zmniejszającej stawki opłaty za wywóz odpadów komunalnych.

 

PK: Nareszcie mamy stawki tzw. ?podatku śmieciowego?. Państwa propozycja po autopoprawkach została przyjęta na nadzwyczajnej sesji. Jest pan zadowolony z tego faktu? Nie ma pan poczucia, że to ?zgniły kompromis??
Wojciech Komarzyński: Ja bym tak tego nie nazwał. W mojej ocenie to było jedyne rozwiązanie, które uchroniło mieszkańców przed wyższymi opłatami za śmieci w 2014 roku. Dla mnie i moich kolegów z rady, wnioskodawców projektu obniżającego stawki za wywóz odpadów, najważniejsze było, aby podwyższone przejściowo stawki obowiązywały tylko do końca grudnia, a nie jeszcze w styczniu czy w lutym nowego roku. To był jeden z punktów naszego uzasadnienia do projektu uchwały, a także spełnienie obietnicy, którą złożyliśmy publicznie jeszcze w sierpniu. Dlatego odczuwam ulgę, że w końcu osiągnęliśmy kompromis i ustaliliśmy niższe stawki. Gdybyśmy nie zgodzili się na autopoprawki do naszego projektu uchwały, pewnie do dziś dyskutowalibyśmy nad ich wysokością, a mieszkańcy naszego miasta dalej płaciliby wyższą opłatę za wywóz śmieci.

 

PK: Po przyjętych przez was kompromisowych autopoprawkach może się jednak okazać, że system nie będzie zbilansowany.
Wojciech Komarzyński: Tego do końca tak naprawdę nikt nie wie. Niestety, wprowadzona w Polsce ustawa jest bardzo wadliwa, a zapisy dotyczące sposobu ustalania opłaty śmieciowej wręcz skandaliczne. Według nich, rady gmin w całej Polsce muszą ustalić najpierw opłatę, a dopiero potem może być rozpisany przetarg na usługi wywozu odpadów. To przecież absurd. Tak naprawdę to nie my, a ?wolny rynek? weryfikowany w drodze przetargu decyduje o wysokości opłat. Oczywiście, kalkulowaliśmy wysokość stawek na podstawie dostępnych danych, przede wszystkim wielkości dotychczasowych opłat. Po przyjęciu autopoprawek, kwota wpływów zmniejsza się miesięcznie o około 40.000 złotych. Mam jednak nadzieję, że rozstrzygnięcia przetargowe będą takie, że kwota ta będzie wystarczająca. W grudniu, kiedy prawdopodobnie przetarg się rozstrzygnie, będziemy to wiedzieć. Zresztą, gdyby stało się inaczej mamy obietnicę od pozostałych radnych, złożył ją przecież radny J. Pikor, że ewentualnie do sprawy powrócimy. Jeszcze raz powtórzę, gdyby nie ten kompromis dalej dyskutowalibyśmy i spierali na sesjach Rady Miejskiej, a mieszkańcy ponosiliby nieuzasadnione koszty.

 

PK: Wasze dyskusje trwały prawie rok. To chyba trochę za długo? Czy błędem nie była wasza zgoda na styczniowe propozycje radnego Surdyki?
Wojciech Komarzyński: Być może to był błąd, ale proszę pamiętać, że działaliśmy według zapisów wadliwej ustawy i bez danych dotyczących faktycznych kosztów funkcjonowania systemu. Dodatkowo, godząc się na stawki proponowane w styczniu przez radnego Surdykę, otrzymaliśmy zapewnienia, że w przypadku, kiedy przetarg się rozstrzygnie i okaże się, że cena zaproponowana za wywóz odpadów nie będzie się bilansować z wpływami z opłat, to do sprawy wrócimy. Każdy chciał przecież, żeby ceny za wywóz śmieci były w Brzegu jak najniższe. Na sesji radny Surdyka apelował, ?żebyśmy nie grali w gierki burmistrza Huczyńskiego?, ale osiągnęli kompromis i cała Rada zaufała Surdyce. Jak się okazuje, to był wielki błąd, bo wprawdzie nie zagraliśmy w rzekome ?gierki? burmistrza Huczyńskiego, ale w gierkę radnego Surdyki. I tak uchwaliliśmy 10 zł. od osoby, przy czym czwarta osoba płaciła już tylko symboliczną złotówkę. W lipcu okazało się, że wpływy do budżetu wynikające ze stawek zaproponowanych przez Radnego Surdykę, są zdecydowanie niższe nie tylko od ceny z przetargu, ale także od kwoty wynikającej z obowiązujących dotychczas, indywidualnych umów mieszkańców z firmami wywożącymi odpady. Wtedy zamiast szybko naprawiać sytuację powstała w Brzegu wielka awantura polityczna. To był chyba główny cel części radnych, bo przecież powinni oni mieć świadomość, że czas działał na niekorzyść mieszkańców. Im dłużej trwało ustalenie stawek za odpady, tym większe zaległości do wyrównania mieli mieszkańcy Brzegu. Tych radnych, którzy chcieli działać konstruktywnie i realizować prawo, bo do tego jesteśmy przecież zobowiązani, ciągle atakowano medialnie. Zostaliśmy wciągnięci w pewną grę, bo akurat to im się politycznie kalkulowało. Woleli wywoływać zamieszanie i prowokować mieszkańców, nawet do protestów pod urzędem miasta, tylko i wyłącznie w imię własnych interesów politycznych.

 

PK: Przedstawiliście swoją propozycję, ale nie została przyjęta.
Wojciech Komarzyński: Niestety, tak się stało. Jako jedyni stworzyliśmy spójny system. Lepszy czy gorszy, to już jest do indywidualnej oceny, ale z kalkulacją, która pokazywała jego bilansowanie. Analizując wszystkie dane, zestawienia i kalkulacje stworzyliśmy pewien model, w którym głównym założeniem była ochrona najuboższych. Stąd, na przykład najniższa stawka dla gospodarstw jedno i dwu osobowych. Mieszkający w nich w większości to ludzie starsi, emeryci, których zasobność jest stosunkowo niższa od pozostałych grup mieszkańców. Ponadto projekt zakładał korzystne rozwiązania dla rodzin wielodzietnych. Zapowiedzieliśmy również stworzenie systemu pomocy najuboższym. Pierwszą sprawą było ustalenie stawek tak, aby się bilansowały, a potem całego pakietu pomocowego z obiektywnymi kryteriami, aby pomoc trafiała do naprawdę potrzebujących. Kiedy nasz projekt został odrzucony, zdecydowaliśmy się zwołać sesję nadzwyczajna poświęconą tylko temu projektowi. Podczas tej sesji doszło właśnie do tego kompromisowego rozwiązania.

 

PK: Wróćmy do tej październikowej sesji. Radny Surdyka zgłosił wówczas wniosek o obniżenie diet radnych i pensji burmistrza. Wniosek nie przeszedł. Większość radnych była przeciwna. Ale na przykład radni: Pikor, Surdyka, Niesłuchowski, Rudno-Rudziński i Chrzanowski ? byli za. Co pan sądzi o tym wniosku?
Wojciech Komarzyński: Po pierwsze. Pensję burmistrza ustala się na początku kadencji. Po drugie. Sprawa jest tym bardziej ryzykowna, że w ostatnich latach w niektórych gminach w trakcie kadencji z różnych powodów zmieniano pensje wójtom i burmistrzom. Z jakim efektem? W większości przypadków gminy na tym traciły, bo okazywało się to niezgodne z prawem, a do tego po przegranej sprawie gminy musiały zwracać wójtom pieniądze wraz z wysokimi odsetkami oraz odszkodowaniem. Radny Surdyka, który był wnioskodawcą projektu uchwały, nie był w stanie zapewnić na sesji, czy pokryje on takie koszty w wypadku podobnych rozstrzygnięć prawnych w naszej gminie. Stwierdził, że to gremialna odpowiedzialność Rady, a przecież to nie był wniosek Rady, tylko właśnie radnego Surdyki, i jego kolegów. Po trzecie. Projekty te zawierały wiele innych wad prawnych. Dla mnie to wyłącznie polityczno- medialny gest. Jeden z elementów gierki, w jaką zostaliśmy wciągnięci.

 

PK: Nie ma pan wrażenia, że szkoda tego czasu, jaki Rada poświęciła na jałowe dyskusje o stawkach za odpady?
Wojciech Komarzyński: Nie byłoby mi szkoda, gdyby ten czas naprawdę służył mieszkańcom. Tak niestety nie było. Na politycznej awanturze mieszkańcy nigdy nie skorzystają. Gdyby nie postawa niektórych radnych mogliśmy już dawno mieć za sobą ustalenie opłaty śmieciowej. Zamiast dyskutować o niej jeszcze w październiku, moglibyśmy się już zająć budżetem miasta na 2014 rok. Jedyny pozytyw z tej całej sytuacji to fakt, że w końcu udało się je ustalić. Tym bardziej cieszy, że bez szkody dla mieszkańców. Miejmy nadzieję, że to już koniec ?śmieciowej awantury? w naszym mieście.

Dziękuje za rozmowę.
Rozmawiał: Paweł Kowalczyk



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.